Skip to content

Droga, dlaczego, wybór.

„Pewnego dnia młody Milton H. Erickson szedł poprzez okoliczne uliczki w stronę swojego domu. Nagle zauważył, że przy jednym z płotów stoi koń, osiodłany, gotowy do jazdy jednak w ogóle nie uwiązany i chyba niczyj. Zbliżył się zatem do konia i z bliska zobaczył, że uprząż był zerwana i na koniu nie było żadnego znajomego znaku okolicznych farmerów. Erickson domyślił się, że ten koń pewnie się zerwał komuś obcemu, spoza ich miejscowości. Erickson, jak zwykle ciekawy, postanowił znaleźć właściciela konia. Dosiadł zatem konia i ścisnął go nogami tak aby ten ruszył. Koń, bardzo zresztą spokojny, podniósł nieco łeb, rozejrzał się i powoli ruszył wzdłuż ogrodzeń, drogą wiodącą do zupełnie obcej miejscowości. Dzień powoli szedł ku południu, późnowiosenne słońce przyświecało już zupełnie gorąco, więc lekki pęd powietrza stępającego konia uprzyjemniał Ericksonowi odprowadzanie konia. Koń spokojnie podążał w tym samym kierunku przez jakiś czas, gdy w pewnym momencie przystanął. I tak stał sobie nic nie robiąc przez jakąś chwilę, po czym zaczął najspokojniej skubać trawę, której zresztą było wokoło bardzo dużo. Po kilku chwilach Erickson zdecydował się lekko ściągnąć konia, spiął go i koń znowu lekko podniósł łeb, rozejrzał się i poszedł dalej w tym samym kierunku. Mniej więcej po około mili, koń przystanął, rozejrzał się i skręcił w prawo, w pole pomiędzy zagonami kukurydzy. Jechali tak ze trzy mile, kiedy koń przystanął i zaczął się rozglądać. Po kilku chwilach koń wciąż stał w miejscu jakby nie wiedział, co dalej. Erickson znowu ściągnął lekko konia, spiął go i koń ruszył. Po kilkunastu metrach skręcił w lewo i dalej idąc w tym kierunku, pomiędzy kolejnymi zagonami kukurydzy doszli po około dwóch milach do jakiegoś domostwa. Z daleka wyglądało jak zagroda i jakiś człowiek się tam kręcił. Kiedy podjechali na kilkanaście metrów, ów człowiek spojrzawszy na konia i jeźdźca zawołał uradowany: „Skąd wiedziałeś, że to mój koń? Zerwał się o brzasku i gdzieś pogalopował. Myślałem, że już go straciłem. A tu taka niespodzianka. Skąd wiedziałeś, że to mój koń? Ja ciebie w ogóle nie znam.” Erickson zsiadłszy z konia uśmiechnął się i odpowiedział: „Nie wiedziałem, że to twój koń. I nie wiedziałem, gdzie mieszkasz.” Właściciel konia spojrzał się podejrzliwie i zapytał: „To jak tu trafiliście? Przecież musiałeś wiedzieć, gdzie odprowadzić konia?” Erickson popatrzył się na właściciela, uśmiechnął się i powtórzył: „Nie wiedziałem. To on wiedział”- pokazał na konia. „Ja tylko pilnowałem, aby koń szedł. Dbałem o to, aby szedł dobrą drogą i nie stał w miejscu. On wiedział sam najlepiej jak trafić do zagrody.”

źródło: internet

Published inBlog